poniedziałek, 14 października 2013

Prolog


 

1810 Londyn

 „ Nawet teraz kiedy już nie ma nic, chce czuć twoją dłoń przy mnie”

Poczułam ogromny ból w klatce piersiowej, upadłam na ziemie, zderzając się z chodnikiem. Nie miałam już sił, wszystko mnie bolało, z czoła płynęła mi krew, a moja biała suknia stała się czerwona. Jednak jakiś głos w głowie nadal podpowiadał mi – Nie poddawaj się. Otworzyłam oczy, wspierając się na łokciach, zebrałam w sobie ostatnią siłę jaką miałam i powstałam. Naprzeciw mnie stało około pięćdziesięciu napastników.

- Nie masz już szans poddaj się! – ich przywódca wyszedł przed siebie – twoja rodzina została złapana, twój dom spalony, twoja wiara podupada- przeczesałam delikatnie swoje włosy do tyłu i uśmiechnęłam się zadziornie w ich stronę, miał rację nie pozostało mi nic już. Zabrali i zniszczyli mi wszystko.

- masz rację, zniszczyliście mi wszystko – podniosłam ręce do góry a na mojej prawej dłoni zaczęły ukazywać się powoli czarne zawijane znaki.

- kim ty jesteś? – wyczułam w jego głosie przerażenie. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na nich, byli teraz tacy marni, trzęśli się na widok paru moich znaków.

- uwierz mi osobą z którą nie chciałeś zadrzeć – uśmiechnęłam się – a teraz cierp! – wiatr zaczął mocniej wiać po woli rozpętywał się huragan. Patrzył na mnie zaszokowany, nie wiedział zupełnie o co chodzi, lecz po chwili leżał na ziemi i krzyczał, wił się z bólu. Zabijałam każdą jego komórkę ciała po woli od stup, tak aby mógł czuć ból, pragnęłam by się bał, cierpiał i błagał mnie.

- proszę przestań – zawył.

- za moją rodzinę! – po woli jego kończyny zaczynały drętwieć – za mój dom! idźcie do diabła wszyscy! – ogień, spalał ich po woli, widziałam ich twarze, na których malował się okropny ból. Musieli zginąć za moich bliskich, za to że odebrali mi wszystko i nie mogli wiedzieć kim jestem. Kiedy ogień ustał, opuściłam ręce w dół  z mojej ręki zniknęły znaki. Odetchnęłam głęboko, po mojej twarzy spłynęły krople zimnego deszczu. Brakowało mi sił, byłam wykończona, ale musiałam uciekać inaczej mnie zniszczą. Zarzuciłam na siebie swój czarny płaszcz a twarz ukryłam pod wielkim czarnym kapturem i wtedy po raz kolejny upadłam na ziemie.

 

- Gdzie ja jestem ? – było mi zimno, nie czułam się najlepiej, w ogóle się nie czułam. Chciałam ruszyć rękami, ale były skute, tak samo jak moje nogi. Szarpnęłam raz, potem jeszcze raz jedynie co to wywoływało to ogromy huk. Do cholery gdzie moja siła!

- nie szarp się, nic Ci to nie da – z ciemnego kąta wyszedł stary, siwy wysoki mężczyzna – dobrze się bawiłaś z moją armią wczoraj w nocy? - popatrzył na mnie zimny i przenikającym wzrokiem

- dostali to na co zasłużyli! – szarpnęłam się po raz kolejny

- tak jak ty teraz! Zabrać ją i wychłostać aż umrze! – ogromne drzwi otworzyły się z hukiem, do środka weszło dwóch ogromnych mężczyzn

- wampiry, chyba kpisz – popatrzyłam na niego – myślisz, że coś mi zrobią – zamknęłam oczy i skupiłam się, cholera nie mogłam im nic zrobić, nie mogę ich kontrolować.

- co jest? Twoje moce nie działają – niech go szlag, podciągnęli mnie za ręce do góry. Ciągnęli mnie za sobą przez ciemne i śmierdzące korytarze, byłam tak słaba, że jedynie co mogłam to oddychać chodź to też przychodziło mi z trudem. Zamknęłam oczy, niech się dzieje co się ma dziać.

Obudził mnie ogromny huk, podniosłam po woli opuchnięte powieki. Przed mną stały same wampiry w sumie wyczuwałam, że są wszędzie, otaczały mnie. Spojrzałam na siebie błam przymocowana do białego marmurowego kamienia. Nie udało im się zabić mnie przez kata, wiec teraz ciekawiło mnie co wymyślili.

- Spójrzcie o to ta, co zabiła waszych braci! – niech ten starzec się w końcu zamknie. Schylił się i uklęknął nad mną ciągnąć mnie za włosy do góry. – patrzcie, patrzcie moi bracia jak ginie potęga – czułam się jak na sądzie byłam w sytuacji bez wyjścia, moje moce zostały zablokowane pieczęciami, jedynie co teraz mogłam to czekać na swój koniec – Jonatanie, Jonatanie pojedź tu! – w mgnieniu oka stanął przed mną mężczyzna, który na oko miał może 30 lat – jest twoja! Zabij ją bo tobie uczyniła największą krzywdę. Dopiero teraz dostrzegłam w jego dłoni, biały miecz Gabriela. Podniosłam wzrok na niego, ale jedynie co zobaczyłam tylko błysk odbijanego się słońca za nim umarłam.

 

Teraz, teraz stoję tu w Mystic Falls w mieście założonym przez wampiry. Minęło tyle lat odkąd z tond uciekliśmy, że w ogóle go już nie poznaje. Przesunęłam ręką po swoich blond włosach, równocześnie odgarniając je do tyłu. Spojrzałam na ogromny budynek i liczną grupę nastolatków, dobra pora zacząć normlanie żyć. Przeszłam przez wielkie ciemne dębowy drzwi udając się od razu do sekretariatu co nie było łatwe. Korytarz był zapchany przerażonymi pierwszoklasistami, którzy co chwile o coś się pytali jednak nie zwracałam na nich uwagi, mijałam ich całkiem obojętnie. W końcu po paru minutach przepychania się dotarłam do drzwi na których było napisane Sekretariat, zapukałam i weszłam

- Dzień dobry – uśmiechnęłam się do starszej pulchnej Pani

- Dzień dobry – odwzajemniła uśmiech i na chwile się zamyśliła – momencik, ty jesteś… chwileczkę – otworzyła szufladę, nad którą po chwili unosiła już moje szkolne akta. Otwarła je po woli – tak ty jesteś pewnie Anabell Willson – spojrzała na mnie, podając mi moje papiery

- tak to ja – odebrałam je od niej

- witamy w takim razie w naszej ostatniej klasie – usiadła z powrotem na swoim krześle, które delikatnie zaskrzypiało pod jej ciężarem.

 

Miasto po woli tonęło w mroku, usiadłam na schodach przed swoim mieszkanie. Nie chciałam tu być, nie chciałam w ogóle już niczego. Czułam się nijako, okropnie. Dlaczego akurat tutaj wysłano mnie do odbudowania siebie od nowa? Nie widziałam w tym mieście nic interesującego. Było normalne, może trochę bardziej nudne niż inne. Podniosłam swój wzrok do góry. Gwiazdy, gwiazdy zawszę mnie wszędzie śledziły, po woli zaczynam, nabierać przekonania że tylko one mi pozostały. Westchnęłam po raz kolejny nad swoim losem automatycznie podnosząc się energicznie do góry. Ta energia, ten zapach, ta cisza. Czuje ich, to na pewno oni. Anabell to się do igrałaś kobieto, pora zacząć od nowa szaleć! Przygryzłam swoją dolną wargę, włosy upięłam w wysoki kucyk. Pora poznać to normalne życie.

„ Każdy zasługuję na drugą szanse, tylko do niego zależy jak ją wykorzysta”

***

Wyszło nie tak jak sobie zaplanowałam…